poniedziałek, 4 stycznia 2016

Jesteście okropni.

       W sumie to jesteśmy. Zgaduje, że właśnie siedzicie z ręką na myszce, obok was leży smartfon, a w tle słuchać dźwięki dochodzące z telewizora. Ja sama siedzę przed komputerem i pisze do was te słowa. Zanim posądzicie mnie o hipokryzję, pozwólcie, że się wyżalę. 

      Pamiętacie te czasy, kiedy pytaliście kogoś czy wyjdzie na dwór, a on zamiast odpowiedzi, po dwóch minutach stał przed wami z piłką w ręce? Mecze rozgrywało się z użyciem własnego ciała, a nie kilku klawiszy na klawiaturze. I co najważniejsze, chcąc z kimś porozmawiać, trzeba było go odwiedzić, a nie postukać chwilę palcem w ekran telefonu. 

Kojarzycie parodię sceny z „Krainy Lodu”? 
- Ulepimy dziś bałwana? Albo zrobimy coś innego...
- Spadaj, gram w LOLa. 

    Niby śmieszne, jednak niestety tak to obecnie wygląda. Nie mówię, że najlepiej porzucić wszystkie urządzenia, ale bez przesady. Wszystko dla ludzi, ale z umiarem. Nic mi tak nie działa na nerwy (no może poza rasistami, zmęczonymi reklamówkami w autobusach, kobietami nakładającymi makijaż szpachlą, disco polo i electro…) , jak znajomy, który siedzi przede mną i zamiast porozmawiać, patrzy w ekran telefonu. Najlepiej jeszcze, jak się do niego uśmiecha, a ja siedzę i myślę, o co chodzi, „Zobaczył swoje odbicie, czy co?”. Od razu włącza mi się nauczycielska przypadłość: „Co cię tak śmieszy? Powiedz, pośmiejemy się razem”, choć wcale nie jest mi do śmiechu i jemu też by nie było, gdyby wiedział o czym myślę. 
     Może zrobimy sobie taki challenge? Na przykład: limit 10 SMS dziennie. Albo: dzień bez facebooka. Albo: olanie wirtualnego świata i odkrywanie, że ten za oknem też jest całkiem fajny. To ostatnie wyzwanie proponuję przyjąć dożywotnio. 

Znikam, bo ktoś dzwoni. 

czwartek, 24 grudnia 2015

1. Anno Domini punk rocka


    Dawno, dawno temu pewna dziewczyna zaszła w ciążę. Ojciec dziecka niby był obecny, ale specjalnie widać go nie było. Młoda matka, pod presją bliskich, przyjaciół i innych głosów, uciekła z narzeczonym, który miał być dla dziecka ojczymem. Oboje byli biedni i niedoświadczeni, ale dla syna chcieli jak najlepiej, przekonani, że będzie kimś wielkim.
   Dzieciak-uchodźca urodził się w nieodpowiednich do tego warunkach, daleko od rodzinnego domu matki. Nikt nie przejął się jego pojawieniem, może z wyjątkiem zwierząt i kilku ludzi, których zliczyć można by na palcach jednej ręki. Prawie zezwierzęcony już w pierwszym dniu życia, nie prezentował się jak ktoś, kto może wstrząsnąć całym światem.
    W wieku dwunastu lat, młodzieniec uciekał od rodziców i głosił swoje ideały, trzy razy starszym od niego mędrcom. A potem się zaczęło... Burdy w świątyniach, przeciąganie ludzi na swoją stronę dzięki sile perswazji i obnoszenie się z nadprzyrodzonymi mocami. W wyniku swojego zuchwalstwa zmuszony był uciekać z jednego kraju do drugiego. Ale pomimo tych popisów, przyznać mu trzeba, że miał trzy ogromne zalety: głosił mądre mowy, potrafił zjednać sobie sojuszników i przez całe życie trzymał się tych samych ideałów i wartości.
    Niestety w końcu przejechał się na ufności do ludzi, został złapany przez narodowców i skazany na śmierć. Jego życie nie było długie, za to intensywne. Na tyle intensywne, że po dziś dzień ludzie świętują Jego narodziny.
    Tak, „Jezus kiedyś zapytany, potwierdził, że on też nosił glany”.


Dobry byłby z niego kompan na imprezy, nie? Woda w wino i te sztuczki.

środa, 9 grudnia 2015

Weź kartkę, długopis i pomóż!


    13-letnia dziewczynka została zmuszona do małżeństwa z mężczyzną starszym od niej o ponad 50 lat. Adwokat skazany na 15 lat więzienia za walkę o prawa ludzi. Kobieta torturowana i gwałcona przez funkcjonariuszy, którzy chcieli by przyznała się do zbrodni, której nie popełniła.
To nie zapowiedź nowej książki, to nie literacka fikcja. Takie rzeczy dzieją się codziennie w różnych zakątkach świata. Zadajesz sobie pytanie: „Czy ja sam mogę coś z tym zrobić?” Otóż, tak – możesz!
   Każdego roku z datą 10.12 odbywa się Maraton Pisania Listów. To akcja przygotowywana przez Amnesty International, czyli organizację, która jest światełkiem nadziei dla ludzi skrzywdzonych przez złe duchy drzemiące w niektórych osobach. Maraton ma bardzo proste zasady – należy napisać jak najwięcej listów w obronie pokrzywdzonych, zebrać owe teksty i wysłać do władz danego państwa. Akcja jest organizowana w całym kraju, w szkołach, kawiarniach i instytucjach kultury.
   Nas nie kosztuje to dużo, wystarczy poświęcić 10 minut na przepisanie tekstu. Niewiele, prawda? A dla ofiar to szansa na spokojne życie. Więc, proszę, zamiast oglądać serial, weź kartkę, długopis i pomóż.
 
KAŻDY LIST POMAGA.

Więcej informacji tutaj: http://amnesty.org.pl/maraton/

wtorek, 1 grudnia 2015

Jak Żabki w wodzie


    Weekend spędzony pod szyldem koncertów legend polskiego punk rocka, z czego jednym z zespołów jest twój wyraźny muzyczny faworyt. Jesteś z nimi kiedy grają, śpią, jedzą i biorą prysznic. Dobra, przy tym ostatnim nie jesteś obecny, ale i tak spędzacie razem prawie 24 godziny na dobę. Brzmi jak sen, nie? A jak wiadomo marzenia się spełniają. Tak też w sobotnie popołudnie czekałam pod katowicką knajpą na transport, który miał ponieść mnie, pisarskiego amatora głodnego wrażeń, w pierwszą koncertową minitrasę.
I czekałam... Poważnie, jeśli umawiacie się z muzykami, zamiast stawić się punktualnie w umówionym miejscu, idźcie zjeść obiad, pozwiedzać miasto, wypić kawę i dopiero przyjdźcie – będzie idealnie. Taki artystyczny kwadrans spóźnienia. Ale nie narzekam, żeby jeszcze mnie kiedyś zabrali.
     Podróż do pierwszego celu – klubu RudeBoy w Bielsku-białej minęła bardzo przyjemnie, poza tym, że żarty o Zagłębiu są znane chyba w każdej części Polski: „Przy stworzeniu świata diabeł prosił Boga, aby ten pozwolił mu zrobić jedną rzecz. Bóg nieroztropnie się zgodził i tak powstał Sosnowiec”. Nieśmieszne. Chociaż, w sumie trochę... Do celu się jakoś specjalnie nie spieszyliśmy, i wcale nie dlatego, że nie chciało nam się rozpakowywać przyczepy ze sprzętem.
     Koncerty Ga-gi/Zielonych Żabek, The Analogs i Leśnych Ludków jak zawsze częstowały ogromną porcją energii, ale jeden moment zapadł mi w pamięć szczególnie. Bywalcy ostatnich koncertów Żabek na pewno kojarzą Wiktora, kilkuletniego chłopaka, który wspomaga zespół wokalnie. (Może weźmie na barki działalność zespołu, kiedy aktualny skład przejdzie na emeryturę?) W każdym razie, niedługo po koncercie w Bielsku miał obchodzić 9. urodziny, więc muzycy chcieli zrobić dla niego coś wyjątkowego. Złożyli mu życzenia podczas koncertu, dostał płytę w prezencie, ale nie to jest najważniejsze. Najlepszy moment był, gdy cała punkowa publika zaczęła mu śpiewać „Sto lat”. I powiedzcie mi teraz, że punkowcy to brudne, bezduszne bestie.
    A zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami zespołowej garderoby? Rozwiązałam tę zagadkę. Nie ma tam wcale, jak mówi powszechne przekonanie, kobiet przygruchanych sobie przez muzyków ani żadnych „białych dróg” (czy pasów startowych do „odlotu”). Chłopaki siedzieli przy herbacie i rozmawiali o komercji, sześciolatkach w szkole i tym podobnych. Pełna kulturka. A co do tej herbaty... Anarchia w Wielkiej Brytanii, godzina 17.00:
- Chcesz herbaty?
- Nie.
Możecie iść teraz popić tego suchara.
     Koło 1. w nocy dotarliśmy do pokoi i prawie od razu zapadliśmy w sen. Męczące takie życie. I towarzystwo na noclegu też było świetne. (Tutaj znalazłoby się zdjęcie panów Analogsów, ale nie udało mi się go zrobić, bo równo z końcem doby w Domu Turysty, czyli o godzinie 10, chłopaki byli już spakowani i wpakowani do busa. Chodzą jak szwajcarski zegarek. Mogłam im tylko pomachać na pożegnanie, zawsze coś).
Bezlitosne zasady wyprosiły z pokojów również nas, więc, trochę mniej zdyscyplinowani i ogarnięci niż szczecinianie, ruszyliśmy w drogę do Katowic. I tutaj historia zaczyna się robić dziwna. Do następnego koncertu zostało nam kilka godzin, musieliśmy się czymś zająć, więc poszliśmy do kina. Nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie to, że nasz wybór padł na „Hotel Transylwanię”. Wyobraźcie sobie ten image: ludzie w glanach, martensach, skórach, irokezach, dreadach, twardo oglądający bajkę. Przepraszam, film animowany. Jesteśmy dorośli.
     Tak bojowo nastawieni ruszyliśmy do klubu Fraktal w Mikołowie na wieczorny koncert. Co tu dużo mówić: trzy godziny świetnej muzyki i płynącej z niej pozytywnej energii. Wpadnijcie na najbliższy koncert, to sami się przekonacie. Ja pewnie też tam będę, do zobaczenia!


           

środa, 25 listopada 2015

Legalna broń?

     „Dobrze widzi się tylko sercem” czy „Rozum jest najlepszym doradcą”? Walka między zwolennikami kierowania się sercem, a tymi opowiadającymi się za rozumem toczy się od wieków. Mickiewicz w „Romantyczności” strofował starca, mówiąc, że „czucie i wiara silniej mówi do mnie, niż mędrca szkiełko i oko”, za to starzec utrzymywał, że „dziewczyna duby smalone bredzi”, bo się sercem kieruje. Każda ze stron ma trochę racji. Co począć z tym problemem? Można zrobić sobie popcorn, usiąść pomiędzy nimi i czekać aż dojdzie do rękoczynów. Albo przyjrzeć się tematowi bliżej. Zastanawialiście się kiedyś, jak potężną bronią jest ludzki rozum? I nie chodzi mi o rzucanie nim w przeciwników.
       Ewentualnie, zarzucić możemy ich lepszymi pomysłami, strategiami i teoriami. Ale, żeby nie być gołosłownym... Weźmy na warsztat Adolfa Hitlera. Zanim uznacie mnie za faszystę i przestaniecie czytać – nie, nie pochwalam jego działań, nie zgadzam się z jego teoriami i ogólnie jest dla mnie „złym panem”. Ale przyznać trzeba, że rozum miał tęgi. Bo jak potężny umysł trzeba mieć, żeby podporządkować sobie całą rzeszę ludzi? Z wątłego chłopca, prawdopodobnie z kompleksem Edypa, wyśmiewanego przez rówieśników, a nawet odrzuconego podczas poboru do armii, przeistoczył się w bezwzględnego tyrana i mordercę milionów ludzi. Badacze opisują jego osobowość jako „hipnotyczną” dla odbiorców. Spróbujcie przekonać do swoich poglądów chociaż 10 osób i wyobraźcie sobie, że on, sprawnie manipulując, zjednał sobie ich tysiące. To, że użył swoich zdolności do celów takich, a nie innych, to już odrębna sprawa. Bądź, co bądź, jego rozum był potężną bronią, zdolną do zabicia całej wioski poprzez wypowiedzenie dwóch słów.

       Kształćcie swoje umysły, rozwijajcie się, bo szkoda byłoby nie wykorzystać takiej siły. Niby posiadanie broni bez pozwolenia jest nielegalne, jednak tę broń każdy ma za darmo, a w dodatku posiadanie jej jest nawet wskazane. Tylko używajcie jej z.. rozumem. 


                            Świadomość jest miarą wolności. Ale o tym innym razem.


















czwartek, 12 listopada 2015

BLESS!

Dziś króciutko, ale uwaga, zabrzmię jak fanatyk: miałam sen.
Widziałam świat na makiecie, jako wielki labirynt. W samym środku planszy był pusty obszar z napisem „ŚMIERĆ”. Jedni mieszkańcy mieli do niej bliżej, inni dalej – tak jak w życiu. Nad modelem świata stał pan w garniturze, wyszkolona polonistyczna interpretacja podpowiada mi, że to był Bóg. Kiedy jeden z pionków-ludzi zapędzał się do zaułka podpisanego „zabójstwo” czy „kradzież”, czyli kiedy zbaczał na złą drogę, stróż w garniturze łapał go za ramiona i sprowadzał na właściwą ścieżkę.
    Przekazuję Wam to tylko po to, żebyście wiedzieli, że jakkolwiek źle jest w danym momencie w życiu, to zawsze ktoś nad nami czuwa i służy pomocą. DZIĘKI STRAŻNIKU!


                              

poniedziałek, 26 października 2015

"Dzieciak znikąd"



    Obudził się na podłodze ciężarówki. Na około niego siedzieli ludzie o smutnych, znękanych twarzach, każdy zatopiony we własnych myślach. Nie wiedział ile dni już są w drodze, czuł tylko głód i samotność. Nawiedzały go urywki wspomnień sprzed podróży. Szare ulice, zburzone budynki, samotna kula wystrzelona przez któregoś z żołnierzy, przeszywająca serce jego ojca. I łzy matki kiedy kazała mu wsiąść do samochodu:
- Jedź synku, tam będzie lepszy świat.

- Nie zostawię cię tutaj.

-
Spotkamy się jeszcze. Gdziekolwiek będziesz, odnajdę Cię, obiecuję.
Sam nie mógł powstrzymać płaczu, gdy odjeżdżając, widział matkę na tle miasta pożartego przez wojnę.

    W końcu ciężarówka zatrzymała się, jego współpodróżni wyskakiwali w mrok nocy. Nikt nie zwracał na niego uwagi, ważne było to, aby się wydostać. Tylko jedna kobieta rzuciła w jego stronę szybkie:

- Uciekaj, mały. I nie daj się złapać.

    I tak został sam, w obcym kraju, dzieciak znikąd. Szedł długo przed siebie. W oknach mijanych domów widział rodziny siedzące razem przy stole, roześmiane dzieci i ich rodziców. Wtedy zdał sobie sprawę jak bardzo tęskni za ojcem, matką i domem, w którego ścianach czuł się bezpiecznie. Nie wiedząc co ze sobą począć, postanowił przeczekać noc w zrujnowanym domu, stojącym przy drodze. We śnie znowu ujrzał swój kraj, oddziały żołnierzy maszerujące ulicami, słyszał wybuchy bomb i serie wystrzeliwane z karabinów.
    Z koszmarów wyrwało go uderzenie w brzuch. Gdy podniósł powieki, zobaczył nad sobą twarze trzech mężczyzn, ich głowy były gładko ogolone, a w oczach płonął ogień nienawiści i odrazy.
- Czego tu chcesz, czarnuchu?

- Myślałem, że to jakaś sterta gówna, a to tylko małe, murzyńskie dziecko. Dużo się nie pomyliłem.

- To pewnie jakiś mały islamista.

Śmiali się, popychając go między sobą. Nie rozumiał co mówią, chciał się tłumaczyć, ale podejrzewał, że nawet gdyby mogli zrozumieć jego język i tak nie chcieliby go słuchać. W końcu znudzili się swoją brutalną zabawą, pchnęli go na kamienie i odeszli, śmiejąc się i klnąc.

    Zhańbiony, pobity chłopak z trudem podniósł się, usiadł pod ścianą i zapłakał:

- Nie chcę tu być, to okropny kraj. Ludzie nienawidzą cię tylko dlatego, że masz inny kolor skóry, dlatego, że masz „więcej melatoniny” jak zwykła żartować mama. Właśnie... mama. Co ona mówiła? "Lepszy świat"? Chciałbym do domu. Tylko, gdzie to jest...?